[x] ...
[x] niedziela, 29 czerwca 2008
[x] 15:22:36
[x] Kirhan_san
[x] komentarze [1]

Przepraszam...
[x] "Poniekąd obawiał się wszystkiego, co wiązało się z rozstaniem."
[x] sobota, 12 kwietnia 2008
[x] 16:55:20
[x] Kirhan_san
[x] komentarze [3]

Słońce świeciło nadzwyczaj mocno i rozlewało się ciepłymi promieniami po całej szkole. Wewnątrz budynku BL Academy było bardzo chłodno i z tym większą przyjemnością każdy z uczniów starał się przebywać na zewnątrz. Delikatny wiatr, który co kilka minut chłodził powietrze sprawiał, że na dworze nie było tak duszno i parno. Poniekąd był to jeden z najładniejszych dni wiosny tego roku. Przed ulewnymi deszczami miło było, chociaż przez pewien czas napawać się cudowną pogodą. Wystarczało kilka minut pośród słodkiego zapachu kwiatów, a na każdych ustach pojawiał się uśmiech, lub chociażby jego cień.
Długie, jasne włosy zafalowały, kiedy subtelny podmuch przeczesał je i rozdzielił w powietrzu. Wiatr wydawał się wtedy składać lekkie pocałunki na cudownie kremowej skórze chłopca, jednak intensywnie zielone oczy bynajmniej nie zdradzały zadowolenia. Przymknęły się minimalnie unikając podrażnienia chłodnawym podmuchem, a dziecinnie zmarszczony nos tylko dodał młodzieńcowi bardziej kobiecego wyglądu. Ta buźka z pewnością mogłaby znaleźć się na rozkładówkach magazynów dla kobiet, a i nie jeden mężczyzna zawiesiłby na niej oko. No cóż, koniec końców zarówno śliczna twarzyczka, jak i kąśliwy charakter należały do Saionji Kaoru, a ten nie zaliczał się do osób, które pozwalały sobie na jakiekolwiek uwagi czy to pozytywne, czy też negatywne.
Jasna dłoń przyjaciela z wielką delikatnością i czułością objęła rozczochrane pasma, które smagały twarz młodego mężczyzny idącego tuż za Kaoru. Ciepły, pełen uczucia uśmiech zdobił przystojne oblicze i uspokajał zdenerwowanego szmaragdowookiego Przewodniczącego Szkoły.
- Musisz na nie uważać – spokojny głos przerwał ciszę panująca od kilku chwil, a chłodne palce musnęły policzek jasnowłosego, kiedy odgarniały miękkie pasma na ramię. Opuszki przesunęły się po białym materiale mundurka i szybko odsunęły, kiedy tylko Omi uświadomił sobie, co robi. Uśmiechnął się zmieszany jednak nie dał tego po sobie poznać, za to Saionji w ogóle nie obdarzył go zainteresowaniem starając się nie pokazywać zaczerwienionych policzków.
Prawda była taka, iż pewny siebie i zazwyczaj poważny Kaoru stawał się bezbronny niczym ledwie narodzony szczeniak, za każdym razem, kiedy chwile spędzane z młodym hacker’em nabierały romantyzmu, czy przesadnej delikatności. Dreszcze przechodziły mu po plecach, a zazwyczaj szybkie reakcje wyraźnie traciły na wartości.
Właśnie wtedy fioletowe tęczówki wyższego nastolatka błyszczały jeszcze intensywniej pośród niesamowicie białej cery, która wydawała się nie oglądać słońca od lat, a maleńki pieprzyk przy lewym oku uwieńczał wszystko specyficzną odrobiną namiętności. Jakby nie patrzeć dawniej kobiety specjalnie przyczepiały do twarzy ciemne punkciki, które stanowiły uwieńczenie starań o bycie piękną, a jak widać ten mały dodatek nadal miał wielką moc na drodze zdobywania adoratorów.
Po raz kolejny zapanowała cisza, podczas której można było z łatwością wyłapać śmiech innych uczniów, świergot ptaków, a nawet odgłos dzwonka roweru, który zakłócał całą magiczną chwilę. Mimo wszystko czas, jaki dwójka przyjaciół spędzała razem był bezcenny i wspaniały. Nawet nie wypowiedziawszy słowa zarówno jedno, jak i drugie z nich potrafiło przekazać ukochanemu wszystkie swoje uczucia, a gdy patrzyli sobie w oczy, nawet niewypowiedziane słowa.
- Jadę, jadę, jadę, jadę! – lekko skrzekliwy krzyk był już całkowitym końcem rozkoszy czerpanej od świata. Z resztą najczęściej nie zwiastował także niczego dobrego.
Kaoru odwrócił się z zamiarem nawrzeszczenia na młodszego chłopaka, jednak nie miał na tyle czasu. Ruda czupryna mignęła tuż przed jego twarzą, a ciało samo zareagowało wypuszczając spomiędzy palców kalendarz. Przewodniczący zrobił krok do tyłu, gdzie jakby jeszcze mało miał kłopotów, kończył się wąski chodnik. Nabrał głośno powietrza, ale nawet nie pisnął. Pozwolił grawitacji działać w swoim zakresie oczekując nieprzyjemnego upadku. O dziwo jego ręce zostały uchwycone przez dużą dłoń, a ramię podparło ciepłe plecy chłopaka. Bardziej zażenowany niż zaskoczony, patrzył w fioletowe tęczówki partnera.
Kolejny uśmiech przyozdobił, zawsze słodkie od łakoci, wargi. Shichijo pomógł długowłosemu wstać czując zapach jego szamponu, jeszcze ładniejszy niż ten kwiatów w rozkwicie. Podtrzymując go jedną ręką drugą podniósł kalendarz i zmierzył odległość między Shunsuke, a nimi. Była spora, jednak nie niemożliwa do pokonania. Wystarczył jeden konkretny zamach, a ciemny zeszyt unosząc się w powietrzu przeleciał większy kawałek i precyzyjnie, chociaż z trudem trafił rowerzystę w głowę. Siła uderzenia musiała być całkiem spora, ponieważ Taki upadł oszołomiony na ziemię.
Jakiś kruk odezwał się, jakby nabijając z młodzika i przeleciał nad jabłonią pełną białych kwiatów, i uwijających się pszczół.
- Nic ci nie jest? – Omi zignorował klnącego głośno rudzielca i popatrzył uważnie na kochanka, któremu między brwiami pojawiła się rozkoszna zmarszczka niezadowolenia.
- Tak, możesz puścić – burknął stając prosto na nogach, jednak nie zdołał się utrzymać. Jęknął osuwając się ponownie w ramiona pół Japończyka. Nie musiał nawet się tłumaczyć. Jego ciało zostało momentalnie poderwane z ziemi i wzięte na ręce. Mógł protestować, jednak na niewiele się to zdawało. Skrzyżował ramiona na piersi czując się tylko ciężarem, chociaż gdyby ktokolwiek miał to brać na poważnie, to zdziwiłby się wiedząc, jak lekka potrafiła być Królowa.
- Zabiorę cię do gabinetu lekarskiego... – jej Rycerz nic więcej nie zdołał powiedzieć.
Ciepłe, miękkie i zadbane łapki zakryły mu szybko usta.
- Nic mi nie jest. Poleżę do wieczora i mi przejdzie. Może nawet nie jest skręcona, więc nie zawracajmy nikomu głowy.
- Dobrze, ale jeśli ci nie przejdzie pójdziesz do lekarza. – idealne usteczka otworzyły się by protestować jeszcze głośniej, ale przymknęły się pod wpływem ostrego spojrzenia, na które nie często było stać wiecznie uśmiechniętego hacker’a.
Omi zaniósł zielonookiego do gabinetu, w którym zazwyczaj przebywali i pracowali. Posadził go na skórzanym fotelu przy biurku, uklęknął i delikatnie położył chorą nogę Królowej na swoich udach. Powoli pełnymi namaszczenia i delikatności ruchami zaczął zdejmować biały but Przewodniczącego. Czuł lekkie szarpnięcie i drżenie, ale nie przejął się ani trochę. Jego wieczny, stoicki spokój krył w sobie o wiele więcej niż można było przypuszczać, uczucia, pragnienia, namiętności, a kiedy Kaoru był niezdolny do normalnego funkcjonowania maska mogła zostać odłożona na bok chociażby na kilka krótkich chwil.
- O... Omi, co ty robisz?! – śliczny chłopiec ponownie szarpnął nogą, krzywiąc się z bólu. Piękne rumieńce pojawiły się na jego policzkach, ale stłumił je szybko zastępując złością.
- Musze sprawdzić, co się stało. Uspokój się na chwilę i nie ruszaj. Nie chcę cię skrzywdzić.
- Ale...
- Kaoru... Ten jeden raz przestań dowodzić...
Te słowa odnowiły czerwień na jasnych policzkach. Saionji odwrócił głowę w bok by nie widzieć, jak przyjaciel stara się nim zaopiekować wyglądając przy tym jak zwyczajny sługa. Dodając do tego minę zabraniającą sprzeciwu, serce długowłosego zaczynało bić o wiele szybciej, a ukrywanie uczuć stawało się niemal niemożliwe. Kiedy Omi pozwalał sobą manipulować z łatwością można było zapomnieć o miłości żywionej do niego od wielu lat, a o której i tak dobrze wiedział. To samo tyczyło się samego szmaragdowookiego. Zdawał sobie sprawę z tego, iż srebrnowłosy stoi u jego boki i troszczy się właśnie ze względu na to, co ich łączy, jednak rzadko pozwalali sobie na okazywanie tego. To właśnie Kaoru nie pozwalał na angażowanie się w związek bardziej niż to konieczne. Bał się, że kiedy pół Amerykanin dostrzeże jak wielkim uwielbieniem go obdarzył zechce odejść i zająć się wyłącznie sobą. Poniekąd obawiał się wszystkiego, co wiązało się z rozstaniem. Było tak już w chwili, kiedy to on został wybrany jako uczeń BL Academy, zaś Shichijo, nie. Uzależnił się od obecności swojego Rycerza i nie mógł z niej zrezygnować. Od najmłodszych lat czerpał energię z tej bliskości i nie chciał zaprzepaścić tego w takiej chwili, ani żadnej innej. Wiedział, że jest samolubny, ale pozwalał sobie na to.
Odczucia krótkowłosego były inne. Ubóstwiał Kaoru jak nikogo na świecie. Pozwalał sobą manipulować tylko by uszczęśliwić tym chłopca i dać mu dowód swojego oddania. Kochali się wiele razy, jednak wystarczał jeden jęk bólu, a fioletowooki odrzucał własną przyjemność stawiając ponad nią wygodę i zachcianki partnera. Teraz postanowił działać inaczej. Znał ukochanego na tyle dobrze, że wiedział, kiedy wykorzystać jego słabość, a teraz nadszedł idealny moment.
Zdjął elegancki but i zsunął z małej stopy białą skarpetkę obejmując dłonią delikatną, opuchniętą leciutko kostkę.



Se7en - Hikari

*******
layout by Kirhan_san

♥ Our Promise ♥

- Guest Book -
- Read . Write -


- Promise -


- Forever -

- About -
GG: 6211700



- Characters -

- Past -
2006
styczeń (3)
luty (7)
marzec (7)
kwiecień (7)
maj (15)
czerwiec (11)
lipiec (7)
sierpien (7)
wrzesień (5)
październik (1)
listopad (2)
grudzień (2)

2007
styczeń (2)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
sierpien (1)

2008
kwiecień (1)
czerwiec (1)




#1 Fushigi Yuugi
Vol. 1
Vol. 2
Vol. 3
Vol. 4
#2 Fushigi Yuugi
Vol. 5
Vol. 6
Vol. 7
Fyshigi Yuugi Special
Odnaleźć Św. Graal
Randka w ciemno (czyli...)

Gakuen Heaven
Prolog

~Iwai x Shinomiya~
Chapter 1
Chapter 2
Chapter 3
Chapter 4
Chapter 5
Chapter 6

~Matsuoka x Yoshizumi~
Chapter 1
Chapter 2
Chapter 3

~Kaoru x Omi~
Chapter 1

- Links -
Moje ff Yaoi
*Love Storm*
*Silent Jealousy*
*Moonlight Secret*
*Weiss Kreuz*
*Ai no Tenshi*

Moje kluby
~Sirius/Remus~
~Remus J. Lupin~
~Clamp Academy~



- Friends -
magnetrixadelaidelove-inuinekgakuen-heavenriku-sanlapis-chanmoonlight-secretlove-stormsilent-jealousy




- Clubs -



- Fanlisting -

I Love You, I'll Kill You [Seishirou/Subaru]









Shihoudani Yuujirou || Kouno Tooru