[x] " (...) Materiał opadł na ziemię ukazując jasną, niemal mleczno białą skórę (...)"
[x] sobota, 20 stycznia 2007
[x] 20:16:48
[x] Kirhan_san
[x] komentarze [15]

Koji czuł się niezręcznie, jednak kiedyś musiał przezwyciężyć wewnętrzne opory i przejąć kontrolę nad tym, co się działo. Po tym jak z trudem udało mu się wydusić z siebie tak znaczące słowa nie mógł uciec, czy też w żaden sposób uniknąć pewnych konsekwencji. Poniekąd nie chciał iść łatwiejszą drogą i po prostu zaakceptować tego, że do pewnych sytuacji dojść nie powinno. Kłębiące się w nim uczucia, już dawno przestały być zwykłą koleżeńską przyjaźnią do przytulającego się w tej chwili chłopaka. Teraz nabrały one specyficznego wyrazu przepełnionego namiętnością i nieodpartym pragnieniem zbliżenia się do jasnowłosego bardziej niż to dotychczas było możliwe.
Odsunął od siebie artystę i delikatnie uniósł jego twarz ku górze patrząc w błyszczące, złote tęczówki. Ze zwykłą dla siebie powagą pochylił się i przymykając oczy musnął lekko drżące wargi.
Iwai westchnął głośno odczuwając tak bardzo upragniony smak pocałunku. Objął rękoma kark młodego mężczyzny i przywarł do idealnego ciała łucznika. Rozchylił nieznacznie usta pragnąc niemal sprowokować bardziej intensywną pieszczotę i czując jak powoli spełniane marzenia zaczynają podniecać go coraz bardziej.
Zazwyczaj chłodny i małomówny Shinomiya teraz całował go zaprzeczając tym samym ogólnej opinii, jaką można było o nim usłyszeć. To, co wydawało się niemożliwe teraz stawało się realną częścią istnienia przyozdobioną w cielesną oraz duchową rozkosz.
Koji przez chwilę analizował każde posunięcie zastanawiając się nad tym czy powinien przez cały ten czas zostawać sobą, czy też pozwolić całkowicie działać temu samczemu instynktowi, który w nim drzemał, a który teraz powoli uwalniał się spod władzy rozsądku.
„Nie ma szans! Muszę być sobą, tylko gdyby...” pomyślał i wczesał palce w miękkie, długie pasma włosów partnera. Nie miał zamiaru pozwolić zadziałać jakiejś nieznanej mu do końca sile, a tym bardziej w takiej chwili. Czuł, że robi mu się gorąco, a twarz pokrywają piekące rumieńce, jednak zbierając się w sobie usiłował przezwyciężyć tę część własnej osobowości, która zawsze czyniła go samotnikiem.
Jego język powoli pokonał barierę warg i wsunął się w ciepłe wnętrze ust artysty. Niemal momentalnie napotkał na miękki, niespokojny język Takuto, który z rozkoszą splótł się z jego własnym. Ich gorące oddechy zmieszały się ze sobą, a dłonie powoli zaczynały wędrować po już rozpalonych ciałach.
Iwai muskał opuszkami palców cudownie delikatną skórę na szyi łucznika i spokojnie pozwolił im wślizgnąć się pod górną część kimona zsuwając je z szerokich ramion, a odrywając się od słodkich warg zafascynowany spojrzał na nagą, idealnie zbudowaną pierś. Nawet, jeśli widział ją już wiele razy nigdy nie kusiła go tak jak teraz. Uświadomił sobie jak dalece ciało ciemnowłosego różni się w tych dwóch chwilach. Niedostępne dla dłoni było niczym cudowna powłoka nieznanego bóstwa, a teraz stanowiło najsłodszy nektar pieszczący zmysły samą myślą o ogromie możliwości, jakie rozpościerały się przed artystą.
„Od czego ja mam do cholery zacząć?!” łucznik przeanalizował w myślach oglądane wcześniej szkice szukając w tym odpowiedzi na niezbyt pasujące do chwili pytanie. Cichym westchnieniem przeklął swój charakter i przykładając usta do szczupłej szyi Takuto musnął ją, a zaraz potem polizał nagrodzony drżeniem i jękiem. Jego dłonie nie czekając na wolę właściciela zdjęły chłopakowi marynarkę i sięgnęły guzików białej koszuli rozpinając je powoli. Ciepłe wargi zsunęły się na ramiona i obojczyk, gdy tylko cienki materiał opadł na ziemię ukazując jasną, niemal mleczno białą skórę, która w świetle słońca wydawała się być tak samo nieskazitelna jak czysta kartka papieru. Shinomiya z przyjemnością zaczął pieścić dłońmi lekko wyeksponowane żebra chłopaka, zaś ustami delikatną pierś.
Takuto jęknął przeciągle, kiedy Koji dwom palcami potarł jego sutek, zaś drugi objął wargami ssąc lekko. Jego ciało drżało z przyjemności i nieskrywanej radości, jaką wywoływał każdy nawet najmniejszy dotyk mężczyzny. Wiele razy wyobrażał sobie tą chwilę, jednak nigdy nie przypuszczał, że będzie ona do tego stopnia utrzymywać go na granicy szaleństwa i zdrowych zmysłów.
- K... Koji... – wyjąkał, a jego ciało szarpnęło się w ekstazie. Wilgotne pocałunki uraczyły swoją delikatną grą płaski brzuch i wrażliwe podbrzusze, podczas gdy Shinomiya uklęknął i spokojnie położył dłonie na pośladkach chłopaka gładząc je przez materiał.
Ciemnowłosy z przyjemnością stwierdził, że jego kochanek jest już wystarczająco pobudzony, więc leniwie rozsunął zamek spodni złotookiego, który westchnął głośno odczuwając wyraźną ulgę, kiedy to jego męskość krępowała jedynie bielizna. Kiedy i ona opadła ścieląc podłogę ręce młodego mężczyzny po raz kolejny powędrowały na dwie półkule powodując niemal cichy, namiętny krzyk. Mięśnie chłopaka spięły się, a ściśnięte uda uwydatniły naprężony członek artysty. Koji oblizał wargi i przymykając oczy objął ustami lekko pulsującą cześć ciała.
Iwai tym razem nie był w stanie powstrzymać krzyku, jaki cisnął się do gardła. Z trudem łapał powietrze, kiedy miękkie, zazwyczaj poważne wargi w asyście języka bawiły się jego wrażliwą skórą w tak intymnym miejscu. Pragnął tego niemal tak mocno, jak samemu ująć w usta mężczyznę. Wszelkie zmysły przysłaniała cudowna mgła rozkoszy powodowanej przez fioletowookiego. Sam nie podejrzewał się o tak wiele sił, myśl o miękkich, pieszczących go ustach niemal zmuszała do szczytowania, a co dopiero to niesamowite uczucie i ciepły, drażniący oddech.
Takuto wygiął się w tył wsuwając głębiej we wspaniałe usta, podczas gdy Koji nie był w stanie powstrzymać się od cudownego porównania napiętego ciała chłopaka do łuku i cięciwy zaraz przed strzałem.
- J... Ja... już... nie... – Iwai nie skończył, gdyż twarde zęby ciemnowłosego przesunęły się po całej jego długości powodując tym samym wytrysk, który zgrał się z przeciągłym krzykiem.
Mężczyzna wysunął męskość chłopaka z ust i otarł je z resztek nasienia, które spływały z kącików jego warg. Złapał szybko osuwającego się na ziemię złotookiego, który zmęczony i spocony stracił równowagę.
- Wszystko dobrze? – zapytał patrząc na głośno oddychającego partnera.
- T... Tak... A... Ale ty nie... – Koji zarumienił się lekko zażenowany.
- Nic nie szkodzi. Poradzę sobie z tym. – wydusił i biorąc Takuto na ręce położył go na łóżku, a kładąc się obok przytulił chłopaka do siebie.

[x] "Słowa (...) stanowiły dla niego coś w rodzaju prawa..."
[x] środa, 3 stycznia 2007
[x] 18:50:34
[x] Kirhan_san
[x] komentarze [20]

Shinomiya sam nie zdawał sobie sprawy z tego gdzie biegnie. Polegał na zmysłach i dziwnej pewności, którą odkrył dopiero teraz. Jakaś niezrozumiała siła, impuls mówiły mu, w jakim miejscu najprawdopodobniej zaszył się Iwai. Znał go przecież od dość dawna, jednak nie zauważył czegoś takiego, uczucia, którego pragnął w głębi duszy, a którego się obawiał. Czy Takuto czuł to samo? Czy on także tego pragnął?
- Jaki ja jestem głupi! – skarcił samego siebie i zasapany stanął na górze schodów dormitorium. Wsparł ręce o uda i przez chwilę skupił się wyłącznie na złapaniu oddechu. Przecież nie może w takim stanie chodzić po budynku, a co dopiero pokazać się artyście. Ogarnął się na szybkiego i poprawił potargane biegiem włosy. Czuł, że drży na całym ciele, tak wyraźnie to czuł... Nogi niemal uginały się pod ciężarem reszty ciała, a dłonie z trudem podniosły się, kiedy stanął przed drzwiami do pokoju Takuto.
Iwai leżał na łóżku z twarzą ukrytą w poduszce. Czuł całą wilgoć miękkiego materiału, który pod wpływem łez, jakie w niego wsiąknęły nieprzyjemnie drażnił jego skórę. Czuł się jak małe, bezbronne dziecko, które płacze zawsze, gdy ktoś podniesie na nie głos. W tej chwili był zupełnie zagubiony, prawdopodobnie o wiele bardziej niż niejeden malec w sytuacji, gdy coś przeskrobał i zdawał sobie sprawę z nieuniknionej groźby kary. Po co nosił ze sobą wszystkie te absurdalne szkice? Przecież mogły spokojnie leżeć na dnie szafki! Jednak on jak zawsze musiał je ze sobą targać gdziekolwiek by się nie pojawił... Tak bardzo lubił mieć je przy sobie i patrzeć na nie, kiedy tylko pragnął przypomnieć sobie piękną, opanowaną twarz młodego mężczyzny i każdy szczegół jego ciała. Był głupi, tak niesamowicie głupi! A teraz za wszystko odpowie...
Koji zapukał do drzwi, jednak nie usłyszał żadnej odpowiedzi, czy chociażby nikłego jęku. Mimo wszystko wiedział, że Takuto musiał tam być. To było jego sanktuarium, azyl, w którym chronił się przed wszystkim, co go dręczyło. Od zawsze szukał schronienia właśnie tam. Łucznik westchnął głośno:
- Iwai? – rzucił cicho z udawanym spokojem, jednak i to nie spotkało się z jakąkolwiek reakcją. – T... Takuto... – jego głos zadrżał lekko po wpływem imienia artysty. Dlaczego, aż tak entuzjastycznie na nie reagował? – Odezwij się, inaczej uznam, że mogę wejść! – nadal nic. Cóż, nie ma innego wyjścia. Shinomiya nacisnął klamkę i uchylił lekko drzwi. Mimowolnie na jego wargi wpełzł cień uśmiechu, kiedy dostrzegł leżącego na brzuchu chłopaka. Wyglądał jak dziecko, rozkapryszony maluch, któremu nie chciano kupić lizaka. Ciemnowłosy obrzucił szybkim spojrzeniem całe pomieszczenie nie zauważając żadnej różnicy. Pokój wyglądał identycznie, jak ostatnim razem, kiedy tutaj był.
Ściany koloru ciepłej żółci ozdobione przez przepiękne obrazy bez sprzecznie sprawiały, że było tu przytulnie i wesoło, przez balkon i duże okno po lewej połączone z nim wpadały ciepłe, jasne promienie słońca dodatkowo rozświetlając przestronne wnętrze. Naprzeciw drzwi stało duże łóżko i wysoka lampa w kształcie drzewa tuż obok niego. Jakieś dwa metry obok uporządkowane biurko. Z lewej szafa na ubrania i książki, podobnie jak po obu stronach drzwi, zaś w pobliżu balkonu starannie poukładany stojak i arkusze. Zwykły, skromny pokój, a jednak jakże pasujący do lekko melancholijnego Takuto.
- Iwai... – łucznik sam nie miał pojęcia jak powinien zacząć rozmowę. – Ja... Ja przepraszam za te prace... – artysta drgnął i niespiesznie podniósł się siadając na kolanach. Jego oczy były już lekko zaczerwienione, a policzki lśniły od łez. Długie rzęsy wydawały się o wiele ciemniejsze pod wpływem wilgoci, jaka je pokrywała, a smutna twarz całkowicie niewinna. Cudowny!
- Z... Za co ty przepraszasz? – wyjąkał przez łzy jasnowłosy i odgarnął klejące się mu do twarzy pasma. Patrzył zdziwiony jak Koji podchodzi i siada tuż obok niego. Zupełnie nie pojmował, co się dzieje. Shinomiya spuścił wzrok i zaczął wpatrywać się w drewnianą podłogę.
- To przeze mnie teraz płaczesz. Gdyby nie ja...
- To nie przez ciebie. – przerwał mu szybko artysta, a w jego oczach zalśnił strach. – To przez samego siebie. Gdybym nie był taki głupi, nigdy nie zobaczyłbyś tych szkiców, a ja nie skompromitowałbym się tak bardzo.
- Ja... Chciałbym zobaczyć wszystkie twoje rysunki... – na twarzy mężczyzny pojawił się rumieniec.
- C...Co? – usta chłopaka mimowolnie uchyliły się w wyrazie zaskoczenia.
- Chciałbym abyś pokazał mi je... Wszystkie...
- A... Ale one są... To znaczy...
- Proszę – jęknął ciemnooki, a jego fioletowe tęczówki niespodziewanie zatopiły się w złotych oczach przyjaciela. – Chcę znać wszystkie twoje pragnienia... Błagam...
- Dobrze... – westchnął Iwai i palcem wskazał leżącą na blacie biurka teczkę. Nie spodziewał się, że dojdzie do czegoś takiego, ale nie potrafił odmówić młodemu mężczyźnie. O cokolwiek by go nie poprosił zgodziłby się na wszystko, włącznie z własną śmiercią. Słowa łucznika stanowiły dla niego coś w rodzaju prawa ustanowionego przez kogoś na miarę bogów i on był im posłuszny.
Koji podszedł do biurka i sięgnął po leżące na nim arkusze. Z delikatnym drżeniem dłoni spojrzał na pierwsze z nich. Przedstawiały jego samego i zapewne były to właśnie te rysunki, które wypadły z teczki pod drzewem. Zaczerwienił się lekko i przejrzał je w miarę szybko, a zaraz potem spłonął głębokim rumieńcem i ledwie powstrzymał się od jęku. Tym razem prace nie ukazywały wyłącznie jego, ale i Takuto. Stali blisko siebie, obejmowali się, całowali, a nawet... Shinomiya przełknął głośno ślinę widząc jedną z przedstawionych scen. On i Iwai... Kochali się... Na ich twarzach widniało szczęście i podniecenie, a ciała splatały się w intymnym węźle.
Artysta z rozkoszą obserwował zawstydzonego kolegę. Tak bardzo pragnął by jego fantazje w końcu się urzeczywistniły, a teraz patrzył jak jego ukochany ogląda przeniesione na papier żądze. Bał się, potwornie się bał, jednak nie był w stanie cofnąć przeszłości. Jedyne, co pozostało mu w tej chwili to cieszyć się tą możliwe, że ostatnią chwilą spędzoną z Shinomiyą.
- Cz... Czy tego pragniesz? – zapytał drżącym, zdławionym głosem Koji i z wysiłkiem spojrzał na przyjaciela. Był tak niesamowicie zażenowany. Czuł się tak jakby miał zaraz zemdleć, lub umrzeć z powodu niemożliwie wysokiego ciśnienia krwi i szaleńczego bicia serca.
- C... Co? – Takuto osłupiał, a przez jego ciało przeszedł silny dreszcz, który wyrwał z jego gardła przestraszony jęk.
- Czy tego właśnie pragniesz? Czy... Naprawdę chciałbyś się ze mną... kochać? – powtórzył ciemnowłosy i zmusił się by nie odwrócić wzroku w bok. Chciał znać odpowiedź. Chciał w końcu poznać prawdę! I tak bardzo pragnął usłyszeć odpowiedź potwierdzającą wszystkie te intymne szkice.
- J... Ja... Przepraszam, ale... Tak. – w pięknych, złotych oczach znowu zalśniły łzy. Stało się, powiedział to, co dręczyło go od tak dawna.
- Czy jeśli powiem, że także tego pragnę pozwolisz mi zrealizować to wszystko? – mężczyzna wskazał ruchem głowy pozostawione na blacie kartki.
- Ty chcesz się ze mną...? – Iwai nie miał pojęcia, co powiedzieć. To nie mógł być sen, po prostu nie mógł! Zerwał się szybko z łóżka i ze łzami radości rzucił się fioletowookiemu na szyję.



Se7en - Hikari

*******
layout by Kirhan_san

♥ Our Promise ♥

- Guest Book -
- Read . Write -


- Promise -


- Forever -

- About -
GG: 6211700



- Characters -

- Past -
2006
styczeń (3)
luty (7)
marzec (7)
kwiecień (7)
maj (15)
czerwiec (11)
lipiec (7)
sierpien (7)
wrzesień (5)
październik (1)
listopad (2)
grudzień (2)

2007
styczeń (2)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
sierpien (1)

2008
kwiecień (1)
czerwiec (1)




#1 Fushigi Yuugi
Vol. 1
Vol. 2
Vol. 3
Vol. 4
#2 Fushigi Yuugi
Vol. 5
Vol. 6
Vol. 7
Fyshigi Yuugi Special
Odnaleźć Św. Graal
Randka w ciemno (czyli...)

Gakuen Heaven
Prolog

~Iwai x Shinomiya~
Chapter 1
Chapter 2
Chapter 3
Chapter 4
Chapter 5
Chapter 6

~Matsuoka x Yoshizumi~
Chapter 1
Chapter 2
Chapter 3

~Kaoru x Omi~
Chapter 1

- Links -


- Friends -





- Clubs -



- Fanlisting -

I Love You, I'll Kill You [Seishirou/Subaru]









Shihoudani Yuujirou || Kouno Tooru